2010.05.16
2006-07-01 17:13:05
Bóg ma poczucie humoru i lubi zaskakiwać ... Bóg strzeże życia naszych bliskich... Bóg pomaga przezwyciężyć strach...
Mam na imię Małgosia. Bóg zaskoczył mnie swoim działaniem. Jest to jedna z moich najzabawniejszych historii w kroczeniu za Jezusem. Byłam na 2-tygodniowym szkoleniu zawodowym w Niemczech. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami. Jedną z nich była Marysia, której opowiadałam o Jezusie. Mówiłam też, że od jakiegoś czasu modlę się o rower, którego bardzo potrzebuję. Któregoś popołudnia wybrałyśmy się do parku. Marysia zatrzymała się nad wodą i nagle pobladła. Odwróciła się w moją stronę i wykrztusiła :”Tu jest rower”. Po chwili obie wyciągałyśmy ze stawu ociekający wodą rower, a przez kolejne dni wybuchałyśmy niepohamowanym śmiechem, kiedy spojrzałyśmy na siebie. Od tego wydarzenia Marysia chętnie słuchała o Bogu i wkrótce zaprosiła w modlitwie Jezusa do swojego serca. O Jezusie i Dobrej Nowinie usłyszał także młody człowiek – Marian, który płacząc na kolanach oddał swoje życie Bogu. Na koniec wyjazdu mogłam wszystkim uczestnikom szkolenia opowiedzieć o tej niesamowitej przygodzie z Jezusem, a rower przywiozłam do Polski. Tak naprawdę to rower stał się humorystycznym pretekstem, by dzięki mocy Bożej Marysia i Marian nawrócili się do Boga i stali się Jego dziećmi. Chwała Jezusowi!
Chciałam krótko opisać jak Bóg uratował mojego 5-miesięcznego synka, mimo mojej nieostrożności i braku wyobraźni. Będąc z synem na długim spacerze poczułam zmęczenie i postanowiłam odwiedzić teściową aby u niej odpocząć. Dziecko spało, więc żeby go nie budzić miałam zamiar wnieść do mieszkania cały wózek. Teściowa mieszkała na parterze, także wózek postawiłam zaraz przy wejściu na klatkę i szybciutko podeszłam na półpiętro, aby poprosić teściową o pomoc przy wniesieniu wózka. Nie zdążyłam... gdy byłam już przy drzwiach usłyszałam ogromny huk, trzask i płacz mojego syna. Okazało się, że nie zabezpieczyłam wózka hamulcem, a na klatce był delikatny wręcz niezauważalny spadek nawierzchni i wózek stoczył się po schodach do piwnicy, a mój syn wypadł na surowy beton twarzą do ziemi. Dziecko długo nie potrafiło się uspokoić, a ja w przerażeniu nie miałam pojęcia, czy coś mu dolega, czy zrobił sobie krzywdę. Po wstępnych oględzinach zauważyłam siniaka na jego twarzy. Jednak pewności co do jego stanu nie miałam. Razem z mężem zaraz udaliśmy się od szpitala, aby zbadał go lekarz. W drodze modliliśmy się głośno do Boga błagając Go aby uratował naszego synka i aby nie było żadnych konsekwencji tego wypadku. Lekarz długo oglądał dziecko, sprawdzał odruchy i nic nie stwierdził. Dziecko się tylko uśmiechało i skończyło się na siniaku na twarzy. Ja otrzymałam niezłą nauczkę, a wieczorem kiedy dziękowałam Bogu za cud uratowania życia mojego dziecka przeczytałam słowa Psalmu 91: „Kto przebywa w pieczy Najwyższego mówi do Pana: ucieczko moja i twierdzo, mój Boże któremu ufam... Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na każdej twej drodze, na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień”. Wtedy wiedziałam, co Bóg chciał mi powiedzieć: że strzeże mojej rodziny w dzień i w nocy wysyłając swych aniołów, jak w tym przypadku, gdy moje dziecko mogło zginąć lub zostać kaleką.
Regina
Mam na imię Bożena i chciałam opowiedzieć, jak Bóg działa w moich słabościach. Byłam osobą, która łatwo dawała się zastraszyć i często nie umiałam sobie z tym poradzić. Jezus, którego zaprosiłam do mojego życia zmienił tą sytuację i sprawił, że stałam się wolnym człowiekiem. Moja wolność polega na tym, że wiem KTO stoi obok mnie, że wiem jakie oparcie mam w JEZUSIE i dzięki temu mogę przeciwstawiać się strachowi. Opowiem jedną z takich sytuacji. Parę lat temu zainstalowaliśmy nowy piec centralnego ogrzewania i cieszyłam się, że w domu będzie ciepło. Jednak po paru paleniach okazało się, że nie udaje się nam kontrolować temperatury pieca tak jak byśmy tego chcieli. Ogarnęła mnie panika, że sobie nie poradzę, że nie będę umiała sama palić w tym piecu. Trwało to długo, a ja byłam smutna, przygnębiona i nie wiadomo jak to by się to wszystko skończyło. Ale ratunek przyszedł jak zawsze. Jezus pomagał mi codziennie przełamywać się i nie rezygnować. Oprócz tego dostaliśmy informacje jak i czym należy palić w takim piecu i to również było dla nas bardzo pomocne. Byłam wdzięczna Bogu, ze przeprowadził mnie przez to doświadczenie i nie miałam wątpliwości, że była to odpowiedź na moją modlitwę.