
2008.05.13
2006-07-01 16:13:10
Razem z przyjaciółmi pojechaliśmy na wakacje. Właśnie mieliśmy zwiedzać Gdańsk, gdy rozbolał mnie żołądek. Cała paczka poszła zwiedzać miasto, a ja blady i obolały spędziłem czas na dworcu w Gdańsku czekając, aż dolegliwość minie. Takich sytuacji było wiele. Ból potrafił popsuć mi najwspanialszą chwilę. Przychodził gdy coś bardzo przeżywałem lub tak po prostu – niestety! Wrzodów na dwunastnicy dorobiłem się w mojej byłej pracy. Miałem wtedy mało czasu, praca na zmiany, a co kilka tygodni zjazdy na studiach, no i wiadomo nauka. Wstawanie na 1 lub 2 w nocy, zimna, trzęsąca się ciężarówka, ciężka fizyczna praca i stres szybko zrobiły swoje. Chodziłem po lekarzach, jeden przepisywał to, drugi co innego. Badania, nieprzyjemne leczenie, mdłości, picie jakiś świństw, wydatki na leki... miałem tego dosyć, czułem się bezsilny. Trudno było mi znosić tę chorobę, bo byłem człowiekiem, któremu wielokrotnie Bóg już pomógł. Wiedziałem, że On może wszystko i pomimo tego, że choroba nie ustępowała, wierzyłem w to, że mnie nie zostawi i czekałem. I warto było. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że bóle już się nie pojawiają. Bałem się jednak stresowych sytuacji, ale o dziwo nawet one nie wywoływały bólu. Do dzisiaj (minęło już 4 lata) ani stres, ani nieregularne jedzenie nie powodują nawrotów choroby. Bóg jest wielki. Moje zmagania z wrzodami trwały około 4 lat. Teraz już powoli o nich zapominam. Postanowiłem o tym napisać, bo jestem bardzo wdzięczny Jezusowi, który mnie uzdrowił i po raz kolejny pokazał mi, że nie jest kimś z opowiadań i świątecznych wspomnień, ale żywym, działającym Bogiem będącym blisko mnie.
Wojtek
komentarz: 2 razy, średnia ocena czytelników: 5.00